dziewiąty padziernika

Wracam na tamtą platformę blogową. Cenzura oddała wszystkie pieniądze które była mi winna i jeśli coś tam jej się nie spodoba, to może mi co najwyżej skoczyć. Do zobaczenia. Toniezabawa znów nadaje.

no proszę dwudziesty piąty września

Nie wierzę wlasnym zmysłom. Siedzę w prawidłowo zaparkowanym i pokrzepiając się bursztynowym płynem robię wpis do bloga. Poprosiłem o auto na łykend i dostałem. Tuż po południu skończyłem robotę, która ma być gotowa na poniedziałek, spojrzałem na piękne okoliczności przyrody i nie mogłem się powsrzymać od Wycieczki Nad Morze. Na morzu flauta, więc Relaksujących Dźwięków nie zaznałem, ale i tak było wspaniale. Atmosphera przejrzysta do tego stopni, że widziałem Dumne i Białe Wiatraki aż hen w Darłowie. To było w Unieściu dokąd pojechałem przes Łazy. Wracałem przez Mielno i przez moment pomyślałem, czy nie pojechać do Kołobrzegu. Drugi moment, do Szczecina. Wróciłem jednak do domu bom zmęczony kamieniołomowo. Chcę coś zjeść i wreszcie się wyspać. Jutro zaczynamy następny etap berlińskiej Budowy. Nołhau juź mamy, więc będzie łatwiej. Koordynatorem Projektu z ramienia XXX jest Niemiec zatrudniony przez Prezesa za niemieckie pieniądze – Matjas. Ponieważ mówi po polsku tak jak ja po niemiecku rozmawiamy po angielsku i, co dziwne, rozumiemy się.

pierwszy dzień jesieni

Od trzech tygodni tylko praca, spanie i czasem jedzenie. Naprzód z Magdą, później także z Jankiem, a od tygodnia z Mateuszem i Arturem, robimy dokumentację montażową, którą zespół dziesięcioosobowy powinien zrobić w dwa tygodnie. Wygląda jednak na to, że na najbliższy poniedziałek będziemy gotowi. Nie znaczy to bynajmniej, że odpocznę. Na poniedziałek będzie gotowa zaledwie trzecia część. Nic. Październik również zapowiada się pracowicie. Ciekawe tylko czy mój Organizm wytrzyma taki eksperyment. Przeraźliwie schudłem i wylatuję już ze wszystkich spodni, to znaczy wylatywałbym, gdybym nie przedziurawił paska w dwóch nowych miejscach. Co gorsza, nie schnie wciąż. Pranie rozwieszone we wtorek jeszcze wilgotne. Chyba będę musiał jutro ubrać kąpielówki. Liście lecą are brown, and the sky is grey, tylko, że nie mam czasu na spacery, tyle, co wieczorem do domu, bo rano autobusem. Dobranoc.

piąty września

CHWAŁA PANU, to jest chciałem powiedzieć, PLANOWI.

Nic nie chcę mówić, ale dziś rano zostałem wezwany do Prezesa XXX a następnie chwalony. Po krótkiej rozmowie dostałem kontrakt na okres do końca 2018 roku, 25% podwyżki + premię uznaniową na dwa miesiące i promesę na jeszcze większe pieniądze jeśli przez te dwa miesiące spełnię oczekiwania. Cóż więc robić – będę spełniał. A gdzie w tym wszystkim Plan? zapytacie. Ano to On kazał mi przeprowadzić się do Koszalina. Będąc gdzie indziej nie spotkałbym się z XXX, nie poznał Prezesa i nie dał się poznać jako wysokiej klasy Fachowiec Od Różnych Rzeczy. Około południa zaś, znowu zaproszony przez Prezesa, wziąłem udział w spotkaniu dotyczącym zupełnie nowego produktu który Prezes chce wprowadzić na rynek. Skrótowo: drzwi dla bogaczy. Mam sporo przemyśleń na ten temat i na spotkaniu w najbliższą środę zaprezentuję je i olśnię wszystkich spotkania uczestników. No i co tu więcej mówić, życie jest piękne. Niech Plan będzie ze mną.

czwarty września

Albo weźmy pasek. Zwykły, skórzany pasek, do trzymania spodni na właściwym miejscu, to jest mniej więcej w pasie, a już na pewno nieco powyżej bioder. Wydaje mi się, że w Koszalinie bardziej od paska przydałyby mi się szelki. Spodnie, w które byłem ubabrany w czasie zwiedzania Wenecji, istnieje dokumentacja fotograficzna,

które jeszcze niedawno, mniej więcej na początku b.r. trzymały się bez Paska całkiem znośnie, dziś Nie Trzymają Się W Ogóle. Od Grawitacji przelatują przez biodra i założywszy je bez paska wizytując Najbliższy Sklep, byłem zmuszony bez przerwy je Podtrzymywać, co powodowało Dyskomfort. Oprócz tego w Koszalinie znowu Leje. Kiedyż, ach kiedyż uformuje się jakiś Wyż nad Ukrainą, Białorusią lub Rosją ( dawniej Związkiem Radzieckim ) i zacznie dmuchać może nawet nienajgorętrzym ale chociaż suchym powietrzem?
Odpowie ci wiatr
Wiejący przez świat
Odpowie ci bracie tylko wiatr.

trzydziesty sierpnia

Właściwie nic się nie dzieje. Łykend spędziłem w robocie. Jak zwykle pilnej i bez żadnych sugestii jak ją zrobić. Tylko moja wrodzona bystrość pozwoliła zrobić coś z niczego.

dwudziesty siódmy sierpnia

Albo weźmy Plan. Ja rozumiem odstawić palenie – to powinno wyjść mi na zdrowie ( fizyczne na pewno, bo stan nieustającego wkurwienia do którego doprowadziło mnie przymusowe rzucenie palenia może zagrażać  mojemu zdrowiu psychicznemu ), ale jedzenia tak całkiem odstawić się nie da, przynajmniej nie na długo. Stali czytelnicy pamiętają pewno historię z czasów żyrardowskiego wygnania. Wówczas wystarczał mi jeden prawdziwy posiłek tygodniowo u mamy. Niestety w Koszalinie nie mam nikogo do kogo mógłbym iść w niedzielę i obżerać się do nieprzytomności. Nic. Tymczasem niechętnie czytam informacje o tym kto, z czego i z czym lepił pierogi. Od kilku tygodni obywam się trochą gotowanych w mundurach kartofli i jednym, gotowanym na twardo, jajkiem dziennie. Nie żebym się skarżył, ale końca tego stanu nie widać. Na pytanie o pieniądze należne mi z XXX za wykonanie ogromnej pracy dostaję nieodmienną odpowiedź: będą. Ale na pytanie: kiedy, odpowiedź jest już wymijająca.

Przypomniało mi się dziś rano to, co czasem mówiła Cenzura. Jak jest mąka i oliwa, to z głodu nie umrę. No to dziś kupię sobie kilo mąki, z rosnącej niedaleko jabłoni narwę nikczemnej postury, ale dojrzałych i mocno czerwonych jabłek, nasmażę naleśników, uprużę jabłeczną masę i wreszcie się najem.

siedemnasty lipca

Nie mogę się dopchać do Pani Kierownicy ze swoimi pomysłami. Wciąż zajęta. W zeszły piątek więc, wychodząc z roboty, dałem jej werbalnie informację: przedstawię Pani swoje pomysły na piśmie. Uradowała się. W związku z powyższym dam Kierownicy jutro rano pendrajwa (poczty wciąż nie mogę się doprosić) z jedną aplikacją do zainstalowania, jednym plikiem OpenDocument Arkusz kalkulacyjny do wydrukowania i jednym plikiem OpenDocument Dokument tekstowy też do wydrukowania, albo tylko do poczytania. Aplikacja bardzo zgrabnie urządzona w Visual Basicu 2010, po ew. zaakceptowaniu przez Władze Odnośne i dopracowaniu przeze Mnie, będzie umożliwiała takie wykonanie każdego Projektu przez Handlowca który jednocześnie jest Konstruktorem, że Technolog już nic nie będzie musiał poprawiać. Poprawianie bowiem po Handlowcach, jest zmorą każdego Technologa w XXX. Trwa bardzo długo i trwa mać, bo każda , pojedyncza poprawka, wymaga zaciągnięcia przez św. STOLCAD Całej Bazy Danych. Rozmiar jej jest zaś taki, że Ho Ho, albo i lepiej. Arkusz kalkulacyjny ma uwolnić Technologa od Ręcznego Wpisywania na wielu (co najmniej siedmiu) kartkach papieru danych takich, jak: sześciocyfrowy „numer pakietu” i czterocyfrową „datę produkcji”. Oprócz tego moim Pragnieniem jest zlikwidowanie Zeszytu w którym znowu Ręcznie trzeba wpisywać obrobione i skierowane do Produkcji Zlecenia. Co z tego wszystkiego wyniknie – nie mam pojęcia. Jednak będę się starał forsować swoje Pomysły, bo nie lubię pisać długopisem. Wolę Klawiaturą. 

quatorzième juillet

Znowu Święto. Pisałem już pewno wielokrotnie o tym, że mój dziadek wywieszał w tym dniu Trókolorową na Wieszaku który nie tylko mnie był Pomocny przy Późnych (albo Wczesnych, to zależy od Pory Nocy) powrotach do Domu.

Jestem w XXX już od ponad miesiąca. Uczę się pilnie nowych sztuczek i zazwyczaj dwa razy nie popełniam tego samego błędu. Największym moim utrapieniem jest konieczność:

1. obejrzenia każdego dokumentu w postaci papierowej (cyfrowej też).

2. siedmiokrotnego skierowania Każdego do wydruku.

3. wymalowania koniecznie różowym zakreślaczem kluczowych Informacji na Odpowiednich

   wydrukach. (często te kluczowe muszę wklepywać)

4. ułożenie tych wszystkich papierów w Odpowiedniej Kolejności.

Powyższe powoduje kamieniołomowe Zmęczenie po wyjściu z roboty.

Nocami, gdy się wyśpię, pracuję nad protezami ułomnego programu o wdzięcznej nazwie STOLCAD, który obsługuje XXX. Moje starania spotykają się z umiarkowanym zainteresowaniem Kolegów. Skostnienie procedur i głupi konserwatyzm młodych w końcu ludzi, Zadziwia. Jestem jutro umówiony na rozmowę z Kierownicą mojego działu. Wstępne pogwarki napawają mnie umiarkowanym optymizmem. Może z moich Pomysłów co będzie?

dwudziesty trzeci czerwca

TOSZYBA odżyła. Wrodzona bystrość doprowadziła mnie do wniosku: powodem utraty przytomności komputera jest woda. Skojarzyłem kilka faktów. Pierwszy raz dziwne zachowanie nastąpiło podczas gotowania zupy gdy nalało mi się za dużo wody do garnka i musiałem ten nadmiar odparować. W ubiegłym zaś tygodniu w Koszalinie lało i wilgotność powietrza nie spadała poniżej dziewięćdziesięciu procent. Od wtorku jest już sucho.

lato

Zaraz trzecia Pora Roku w Koszalinie. Dla niezorientowanych: sprowadziłem się tu mniej więcej w połowie Jesieni. Nie mam tymczasem pomysłu na Podsumowanie. Może po lecie. Zapowiada się nieźle. W Robocie uczę się wciąż nowych sztuczek i widzę, że niewiele już ich zostało. Zła wiadomość jest taka: moja stara, dziesięcioletnia TOSZYBA, definitywnie odmówiła współpracy. Nic. Zainstaluję na Darwinie Inventora i pochowam wierny Komputer w jakimś recyklingu. Albo może zachowam na Wieczną Rzeczy Pamiątkę.

PTNZ

sobota, 19 lipca 2014

dziewiętnasty lipca

Albo weźmy opady atmosferyczne i ich statystyczny rozkład na różne miesiące. Jak powszechnie wiadomo, lipiec jest miesiącem w którym najwięcej leje. Jednak statystyka statystyką, a stan faktyczny – jak widać. Latoś leje niewiele i nie wiem czy Aura dociągnie do statystyki, czy zdąży. Z dzisiem to raptem trzynaście dni.

A teraz coś na co Ludzkość czeka przebierając nogami.

 zwiastun

podróż to nie zabawa

N° 1.0

Czternastego sierpnia znany i lubiany obieżyświat wraz z towarzyszką wyruszy w podróż do miejsc w których jeszcze nie był.
Nieduży, czerwony automobil będzie podstawowym środkiem lokomocji w tej podróży.
Będzie Jazda. Przez miasta, pola, lasy, góry, ale drogami z utwardzoną nawierzchnią, a nawet autostradami.
Będą przeprawy przez rzeki po mostach tak starych i zabytkowych, że aż strach, ale też takich które powstały w tych dniach.
Będą noclegi po przydrożnych gospodach i motelach  ale też w klasztorach.
Będą wycieczki piesze po takich ulicach po których samochodem nie pojedzie, bo do złudzenia przypominają schody.
Będą muzea i zabytki tak zabytkowe, że nie wiadomo dokładnie czy ludzie budujący te zabytki żyli na prawdę.
Będą upały, może nie tropikalne, ale dotychczas przez znanego i lubianego obieżyświata nie zaznane.
Będą wschody i zachody słońca może nawet nad morzem.
Będzie mnóstwo doskonałej zabawy i  co najmniej jedna ogólnowszechświatowa transmisja telewizyjna.
Będą też zagadki. Pierwsza z nich powinna się ukazać w tym miejscu we środę, trzynastego sierpnia wieczorem.
Do zobaczenia na szlaku.

4 komentarze:

  1. Być może nieudolnie, jednak zaryzykuję i powiem, że tajemnicze znaczki odczytuję tak, iż macie zamiar pokonać odległość ok. jednego stopnia szerokości geograficznej w kierunku północnym. W podobnym czasie będę się przemieszczała w kierunku przeciwnym. Sprzęt umożliwiający odczytywanie zagadek będę miała ze sobą więc przy możliwości podłączenia, chętnie poodgaduję. :) A.

    OdpowiedzUsuń

  2. Znaczki wcale nie są tajemnicze. To po prostu numer podróży.

    OdpowiedzUsuń

  3. No proszę. Pierwsza moja pomyłka, a do zagadek jeszcze daleko. :D

    OdpowiedzUsuń

  4. No proszę. Zgodnie z tradycją Zwiastun jest na tyle wieloznaczny, że nic z niego nie wynika, oprócz prażącej ciekawości. Bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń